• Wpisów: 8
  • Średnio co: 75 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 20:30
  • Licznik odwiedzin: 1 826 / 680 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
migu-migu
 
Starokawalerskie nawyki: ledwo się zmusiłam, by wyjąć z piekarnika pizzę z biedronki. A miały być kolacyjki przy świecach i porządek w domu aż do czasu powrotu dzieci. Dobrze nam bez czeredy aniołków na karku i dobrze na myśl, że zaraz wracają. To się nazywa dobrostan, prawda? Nasze dzielne zuchy mówią, że już się za nami stęskniły. Ja zabobonnie nie wchodzę do ich pokoików i nie dzwonię, bo wtedy się bez sensu rozklejam.

Mimo wszystko lepiej dla nich, że wciąż są nad wodą - tutaj aż gęsto, wszystko w zwolnionym tempie. W pracy wiatrak i przyciski do papieru, słuchawki na uszach, oczy w słup i playlista z podpisem "czadu!". Ciekawe - normalnie nie słucham takiej muzyki, wolę znacznie spokojniejsze tony. Czy to znaczy, że gust muzyczny ma ścisły związek z naturalnym poziomem czadu we krwi i - jeśli iść dalej tym tropem - mój sięga na ogół granic hardkoru i plumkające, śpiewne tony mają go obniżać?... A kiedy zdycha, dobrze robią hałasy z kroplówki youtube'a? Kroplówka to zresztą pikuś, w biurowej przestrzeni dyskretnie przywalam sobie defibrylatorem. Plugged.
 

migu-migu
 
Jeszcze trochę, a zacznę lubić codzienne podróże do pracy. Bo oto w biurze, które jeszcze niedawno było lodową pustynią, nagle jest miejsce na pogaduszki, uśmiech bez numeru, taki od serca. Nie żeby już na tym etapie do pomyślenia był, dajmy na to, firmowy basen, zakładowa drużyna siatkarska czy wspólne wyjście na piwo. Ale powoli przestajemy przypominać muzeum nakręcanych figur woskowych. Prostujemy kości grzbietu, obieramy się z wolna z blaszanych pancerzy. Ding dong. Jakie to proste i ważne.

Zamiast mordorskich skanów ekranów wre robota we własnym rytmie, która - niespodzianka? - daje te same, jeśli nie lepsze efekty, co wtedy, gdy jeszcze [...]. Spuszczam zasłonę milczenia na straszne wtedy i chory klimat, któremu na oko nikt świadomie nie zawinił, a wszystkim było niedobrze.

Odkąd [...], przestaliśmy patrzeć sobie na ręce, podnosimy wzrok, nie wahając się patrzeć prosto w oczy. I nagle okazuje się, że wokół są sami fajni ludzie, z którymi pewnego dnia można by pójść na basen albo na piwo. Miło się z nimi przywitać co dzień, pochichotać, posłuchać, co zaplanowali na popołudnie. I to urocze "idziesz może na papieroska?", i spontaniczne "mogę ci jakoś pomóc?", powrotny pociąg na tematy osobiste. Jak fajnie.

Jeszcze tylko trzeba oswoić szefową i przekonać ją, że to wszystko może mieć jeszcze ręce i nogi. A potem do dalszych usprawnień. Bo sama praca jest super, kochana i nie do podmienienia. Brakuje tylko paru puzzli, które może w końcu znajdą się pod dywanem. Jak marketing i zarządzanie, jak hodowane przez lata trujące rośliny dystansu na linii góra-dół. Kto wie, może z czasem uda się je wykosić.
  • awatar c. iwona: jakie to budujące. pewnie każdy z nich osobno jest fajnym człowiekiem z problemami, tylko ta niezdrowa atmosfera wypaczyła rzeczywistość. Życzę Ci takich układów, jak ja mam w pracy. Dzwonię do nich nawet będąc na urlopie, a oni pomagają mi żyć :)
  • awatar migu-migu: A ja dzisiaj dostałam dwie płyty od kolegi muzyka i byłam na przecudownej obiadokolacji połączonej ze spacerem ruinoznawczym z koleżanką!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

migu-migu
 
...czyli początek wieku XXI. Dekadencja i styl, więc czemu nie buszować w zbożu późnym wieczorem o piątej rano. A wcześniej, a później. Tylne drzwi, boczna furtka, humor, że lepiej uważać. Hultajska trójka i ja. I więcej. Rycerski turniej w ogródku. Trzy dwa, jeden zero. Ekran śnieżył, a piłkarzyki jak cienie w jaskini i konserwa z ośmiornicy. I tajemnicza róża, i ciepło od nich, takie, że tylko się poparzyć i chcieć jeszcze.

Niebieska łódź podwodna, na której aż się roi od superbohaterów. I słońce, i kwiaty, huśtawka i pogaduszki - można od tego na zawsze zmądrzeć lub zgłupieć, a wszystko w pigułce.

Na śniadanie zjadłam Słońce, a na drugie - pole. Na deser wiadomo kogo, na kolację ich twarze. Łezka w oku na do widzenia, nonszalanckie "do zobaczenia za dwa tygodnie". Znajomy skręt duszy, kiedy się wie, że oto nieprzeżenione szczęście uderza do głowy.
 

migu-migu
 
...ćwierkali w słuchawkę swoje nowe imiona. Nie za długo, bo nie mieli czasu. Chęci na powrót też nie, choć pytaliśmy wyraźnie. No to niech poszaleją jeszcze w swoim świeżo wybudowanym pośrodku lasu słowiańskim grodzie. Trochę im zazdroszczę - sama założyłabym sexy harcerski mundurek i patrzyła na świat dzikim młodym okiem. Taki przychylny, taki nowy. Zamiast tego golę nogi, wklepuję krem, z którego śmieją się moje zmarszczki, przez chwilę myślę o hippie sukience, którą może rano znajdę w czeluściach szafy. Jutro wstaniemy, kiedy nam się spodoba i powąchamy wiatr. Droga na nowy Montmartre miasta na Pe wolna. Dekadencja i styl? Ależ jasne. Fuck art, let's dance.
 

migu-migu
 
Kot, którego porwałam nazywa się Tygrys i razem ze swoją bandą rządzi w okolicach jatki na pobliskim bazarze. Godziny, które spędził u nas w domu będzie biedak wspominać - wcześniej przymilny i pogodny, pod obstrzałem kociej trójcy, którą trzymamy przemienił się w burczącą szarą kulę. Ja tymczasem pieczołowicie wypisywałam ogłoszenia. A wystarczyło popytać...>:D
 

migu-migu
 
- Tylko weź gitarę!
["Tylko nie mów jej, że będzie scena przy ognisku i nagłośnienie!"]
- Będzie scena przy ognisku i nagłośnienie?!
- Tak, ale to jest niespodzianka.
["Tylko nic jej nie mów!"]
- Tylko pamiętaj, weź gitarę i wszystkie instrumenty, jakie masz!
["Ja też chcę porozmawiać! Dawaj słuchawkę!"]
- Ćwir, ćwir, tralalala, pitu pitu! Mówili ci, żebyś wzięła gitarę?
- Tak. Mru mru, didididi, buźka buźka!
- Ale nie zapomnisz? Na pewno będziecie?

Nie zapomnę, chociaż dawno nie umiem grać. Ale czego ja bym nie zrobiła dla hultajskiej trójki z miasta na Pe.
 

migu-migu
 
Co za cisza, tylko jaskółki piszczą, tylko miasto wre. Anioł śpi, pewnie namachał się myszką. Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni. Czczę ciszę i ani mi w głowie sprzątanie. Jeden znany Rysiek, facet, z którym zawsze miło pogawędzić w zaciszu biura, zapytał dziś czy już tęsknię za dziećmi. Człowiek ma nazwisko i podarte dżinsy. Okularki. Pasję i synów, panią serca, status wolnego strzelca, który daje radę. Dom tu, dom tam. A pyta i gawędzi. Nie, jeszcze nie tęsknię - surowo sobie tego zabroniłam. Słucham, co piszczą jaskółki, palę na salonach, gadam do kotów. Może zaraz obudzę anioła.
  • awatar shingle: Dziwne to nowe miejsce, jakieś takie szybkie, flashowe czy w innej podobie się wydaje. Enyłej ok, wybrałaś :)
  • awatar shingle: "co za cisza" jakoś mało pasuje do tego miejsca, to kolejne, co mi się kojarzy, taki blimpsrimp. Naprawdę Ci się tu podoba???
  • awatar Anula: wszystko sie fejsbukowi ;-)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

migu-migu
 
Łobuzerski urok życia i sama esencja spijana przez słomkę. Euforia, cuda na kiju, poemaciątka skrobane chyłkiem na plecach współpasażerów. Wisienki na torcie, pięć dych odkryte w tylnej kieszeni spodni z lumpeksu. Spacer w kaloszach, podróż życia do pracy, przyjaciele zaklęci w słuchawkę. Mgnienia olśnienia.
  • awatar anka.ka: Świetne to Twoje łobuzerskie motto. Podpisuję się pod nim energicznie i trochę nieczytelnie oraz trzymam kciuki za nową wirtualną siedzibę.
  • awatar migu-migu: Bardzo dziękuję za miły komentarz. Siedziba dziwaczna, ale przynajmniej mogę od razu tu wskoczyć, zostawiając wcześniej cały bajzel wylogowany na czas kiedy mnie nie ma. Się samo nie wylogowywuje :).
Pokaż wszystkie (2) ›